Start w kariere
strona główna dodaj do ulubionych

emigracja

Raport "Media o emigracji"


          "Emigracja trzeciej generacji", bo tak mówi się powszechnie o zjawisku, które dotyka Polskę od dwóch lat, jest jedną z najczęściej poruszanych kwestii niemalże w każdym tygodniku, dzienniku opiniotwórczym, portalu internetowym itd. Powstają fora internetowe, debaty międzyuczelniane, programy telewizyjne na temat wyjazdów znacznej części społeczeństwa polskiego w poszukiwaniu lepszej drogi życia, ścieżki kariery zawodowej, większych płac i często lepszego spożytkowania własnej energii . Aż 2 mln Polaków, jak podają najnowsze sondaże, wyjechało na Zachód po naszym wejściu do Unii. To jedna z największych fal migracji w historii Polski. Jeszcze do niedawna w prasie, telewizji, na stronach internetowych, można było czytać i słuchać o pierwszych Polakach za granicą, głównie studentach, którzy wyjeżdżali na wakacje z myślą o pracy sezonowej. Dziś pojawiają się komentarze, artykuły i audycje o postępującej emigracji, już nie tylko na kilkumiesięczny pobyt, ale w znacznej mierze na dłuższy, stały.
          Analizowane są skutki przesocjalizowanego i przeregulowanego państwa, decyzje polityczne, jak również skutki wyżu demograficznego i niskiego tempa wzrostu PKB w ostatnich latach. Najczęściej jednak pojawiają się w mediach dyskusje pomiędzy dwoma frakcjami: optymistów i pesymistów. Optymiści wierzą, że emigranci "trzeciej generacji" nauczą się nowych technologii, kultury pracy, działania w społeczeństwie obywatelskim i wrócą z zarobionymi pieniędzmi, a Polska rozwinie się jak niegdyś Irlandia. Pesymiści ostrzegają przed drenażem mózgów, bo wyjeżdżają również młodzi, dobrze wykształceni, najbardziej aktywni i pytają, kto zarobi na nasze emerytury.
          Nie ma co do tego wątpliwości, że za granice wyjeżdżają zwłaszcza ludzie młodzi o największych możliwościach rozwijania kariery, z wysokim wykształceniem, ludzie wartościowi i cenni dla naszego kraju. Przytłaczające są niestety fakty podawane w mediach, prasie. Większość studentów bądź absolwentów wykonuje prace, które są satysfakcjonujące jedynie finansowo.
          Cena, jaką płacą emigranci, którzy zdecydowali się wyjechać z kraju jest wysoka nie tylko dla nich samych. Jest dowodem na to, że bez radykalnych zmian w Polsce emigranci realizować będą swoje marzenia w Irlandii, Wielkiej Brytanii, Szwecji, czy Holandii. Ważne jest również to, w jaki sposób będzie rozwijała się nasza gospodarka i czy właśnie przez jej rozkwit emigracja będzie dla Polski szansą na szybszy rozwój, czy też narodową klęską. Na to potrzeba jednak nie tylko czasu, ale konkretnych działań. Nie ma wątpliwości, że większość emigrantów stanowią dzisiaj osoby sfrustrowane brakiem perspektyw i brakiem pracy, jak również niskimi zarobkami. Głośne są zatem opinie pesymistyczne: "No więc niech jadą. Niech jadą najsprytniejsi, najcwańsi, najobrotniejsi, ci obdarzeni wyobraźnią, siłą, bezczelnością i odwagą. Jestem za. Reszta będzie spokojnie wymierać. Najpierw wymrą wsie, potem miasta i miasteczka. Okna zabije się deskami jak na południu Albanii przy greckiej granicy." / Dziennik, 15.11..2006, Poeta Andrzej Stasiuk dla Dziennika, "Nic tu nie zrobisz, nic się nie uda" /

          Młodzi ludzie są gotowi do powrotu za jakiś czas, jeśli sytuacja w kraju się poprawi, albo pozostaną za granicą, jeśli będzie odwrotnie. Temat masowych wyjazdów z Polski budzi w kraju skrajne emocje. Jedni przekonują, że świadczy to o dokonywaniu wyborów przez Polaków, którzy nie obawiają się konfrontacji ze światem i zdolni są przezwyciężyć językowe i kulturowe bariery. Inni natomiast wskazują, że w ten sposób kraj traci najbardziej przedsiębiorczych i najlepiej wykształconych obywateli. Jak podaje Rzeczpospolita: "Polacy wyjeżdżają w poszukiwaniu pracy, bo robili tak od wieków. Według ekspertów chętnych - głównie między 25. a 34. rokiem życia - przyciągają wyższe zarobki. Często decydują się oni na pracę znacznie poniżej kwalifikacji. Ta różnica w wynagrodzeniach między Polską a np. Wielką Brytanią powoduje, że nasi rodacy stają się łatwym łupem nieuczciwych pracodawców, którzy często odmawiają im podstawowych praw czy drastycznie zaniżają płace". / Rzeczpospolita, "Wyjechał milion Polaków" /.

          Jak pisała komisarz UE ds. polityki regionalnej Danuta Huebner: " od 1 maja 2004 r. ku zaskoczeniu wielu, trzy państwa członkowskie: Wielka Brytania, Irlandia oraz Szwecja zdecydowały się na odważny krok i otworzyły rynki pracy dla obywateli państw członkowskich UE, w tym dla Polaków." / Gazeta Wyborcza, 21-06-2006 /. 2 mln naszych rodaków, według najnowszych szacunków, wyjechało na Zachód po wejściu naszego kraju do Unii.

          Młodzi ludzie wyjeżdżają, bo nie chcą tracić szansy i popadać w apatię. Część liczy na to, że, zdobędą nowe kwalifikacje, dyplomy i wrócą do kraju jako osoby znacznie bardziej konkurencyjne niż ci, którzy tu zostaną. Coraz więcej można przeczytać opinii, że na krótką metę emigracja, szczególnie najlepiej wykształconych i najbardziej mobilnych jednostek, jest stratą, lecz na dłuższą metę może się jednak okazać bardzo zyskowną inwestycją, bo emigranci będą wracać. "Młodym Polakom opuszczającym obecnie nasz kraj nie brakuje umiejętności i cech charakteru potrzebnych do odniesienia sukcesu. Wyjeżdżają, bo są realistami, gdyby pozostali, przez najbliższych kilka lat nie byliby w stanie utrzymać rodziny na przyzwoitym poziomie", wynika z artykułu tygodnika Wprost / Wprost, Nr 1110/07-03-2004, "Spadamy z Polski!" /.

          W dobie globalizacji dobrze to świadczy o Polakach. Jesteśmy otwarci na świat, umiemy szukać swojej szansy, nie jesteśmy przykuci do jednego, najlepiej znanego miejsca. Odżywa słynny na przełomie lat 80. i 90. polski duch przedsiębiorczości. Ze statystyk wynika, że najbardziej zdecydowani na wyjazd są ludzie młodzi i wykształceni, którzy w Polsce mają trudności ze znalezieniem pracy w wyuczonym zawodzie lub nie zadowala ich niska pensja. Do młodych i wykształconych dołączają rzesze bezrobotnych oraz spora grupa fachowców, którzy na różnicy w cenach usług chcą błyskawicznie zbić fortunę. Czy oby na pewno emigracja zarobkowa świadczy jedynie o naszej mobilności, która jest tak "popularna"? "Wyjeżdżają młodzi (90 proc. nowych emigrantów nie skończyło 35 lat) i wykształceni. Pewnie każdy zna kogoś, kto opuścił kraj w ciągu ostatnich lat" - czytamy w Gazecie Wyborczej / Gazeta Wyborcza, 2006-06-11, komentarz Łukasza Lipińskiego /. Po przeczytaniu tych statystyk natychmiast rodzą się pytania, dlaczego ci ludzie decydują się na emigrację i jakie są tego konsekwencje dla nich samych oraz dla Polski. Większość młodzieży jest w pewien sposób zmuszana do poszukiwania zatrudnienia za granicą z powodu trudnej sytuacji na polskim rynku pracy.

          Według ostatniego spisu ludności aż jedna czwarta osób, które wyemigrowały na wyspy po 1998 r., ma dyplomy szkół wyższych i jest to znacznie więcej niż wśród wszystkich Polaków. Jednak migruje tam przede wszystkim młodzież., a przypadek Polaków nie jest normalny, bo, jak mówi prof. Marek Okólski: "inaczej niż Amerykanie, Japończycy czy Francuzi, nasi emigranci, nawet mając dyplom wyższej uczelni, szukają pracy wymagającej niewielkich kwalifikacji."

          Najbardziej popularne sektory, gdzie można spotkać polskich pracowników to m.in. hotelarstwo i gastronomia, rolnictwo, przemysł wytwórczy i przetwórstwo spożywcze, jak również sektor prac biurowych. Polacy zatrudnieni są także w sferze ochrony zdrowia i opieki, w handlu, budownictwie, transporcie i sektorze rozrywkowym. Jeżeli jednak ktoś nie ma konkretnego fachu w ręce, niech nie liczy na jakieś atrakcje i "przysłowiowe kokosy". Pracy jest dużo, ale są to w większości zajęcia, których nie chcą się podjąć Anglicy, a nawet zasiedziali już emigranci. Chodzi o sprzątanie w hotelach, pubach, restauracjach, domach opieki, prace przy porządkowaniu miasta itp., ponieważ bez znajomości angielskiego nie ma co marzyć o jakimś lepszym zajęciu.

          Przez dwa lata obecności w UE polscy pracownicy wyrobili sobie dobre zdanie, dlatego coraz częściej pojawiają się w naszym kraju przedstawiciele europejskich firm rekrutacyjnych, którzy szukają przedstawicieli konkretnych zawodów. Wbrew pozorom nie chodzi wyłącznie o wysokokwalifikowanych fachowców, ale również o przedstawicieli takich profesji jak pielęgniarki, krawcy, piekarze, kierowcy z uprawnieniami na duże samochody, spawacze.
          Pracodawcy w różnych krajach Europy potwierdzają dobre opinie o pracownikach Polakach. Nasi rodacy wyjeżdżają za granicę pracować, a nie żądać zasiłków. Są młodzi, sumienni i w wielu wypadkach wysoko wykwalifikowani. "Często mówią po angielsku tak dobrze jak my, jeśli nie lepiej" / The Sunday Times, 14 maja 2006, Komentarz redakcyjny /. Pracodawcy zagraniczni mówią, że Polacy wykonują pracę, której lokalni pracownicy nie potrafią albo nie chcą wykonywać i że są pracowici i obowiązkowi. Ekonomiści brytyjscy liczą natomiast, że uzupełniając niedobór rąk do pracy i wpływając na płace, Polacy przyczynili się do ekonomicznego wzrostu i powstrzymali inflację oraz spadek stóp procentowych.

          Już od ponad dwóch lat z dużą częstotliwością pojawiają się w mediach raporty, statystyczne wyniki wielu badań na temat liczby emigrantów, i jak do tej pory ci, którzy opuścili nasz kraj, przysparzają wiele "niejasności" : " GUS, NBP i demografowie zastanawiają się jak policzyć tych, którzy już wyjechali i jak zbadać wpływ tych wyjazdów na gospodarkę. Od razu rodzi się więc pytanie, czy przypadkiem najsilniejszym motorem wzrostu gospodarczego, którym się cieszymy, nie są emigranci. Czy fundują go nam rodacy z Londynu i Dublina?" / Gazeta Wyborcza, 2006-06-27 /.

          Podkreśla się, że emigracja ta nazywana jest "emigracją trzeciej generacji", bo różni się od wcześniejszych. Przede wszystkim dzięki rewolucji technologicznej: internetowi, telefonom komórkowym, tanim liniom lotniczym. Dzisiejszym emigrantom łatwiej jest zatem rozstać się z krajem, domem rodzinnym. Środki komunikacji miejskiej, udogodnienia technologiczne, dostępność internetu i możliwość rozmów przez takie programy jak, np. Skype, to powody dla których wyjazd z domu nawet na długi czas nie wydaje się tak zły.
To zjawisko unikalne nie tylko z naszego punktu widzenia. Londyński The Sunday Times z dnia 14 maja 2006 pisał na przykład, że Polacy, którzy ostatnio przybyli do Wielkiej Brytanii, stanowią największą falę imigracji od trzech stuleci, od czasów francuskich hugenotów w XVI w.

          Wiadomo już, że to ważne zjawisko mające wpływ na procesy gospodarcze. Na razie dla nowej Polonii na pierwszy plan wysuwa się znalezienie mieszkania i pracy. Nikt też na początku nie wie jeszcze jak długo zostanie poza Polską. Nie wie czy wróci do kraju, czy też będzie szukać szczęścia w innym europejskim państwie. Z sondażu PBS dla Gazety Wyborczej /Gazeta Wyborcza, 2006-09-12/ wynika, że "zdaniem Polaków młodzi, którzy wyjechali pracować na Zachodzie, powinni wracać do kraju. Jednocześnie większość sądzi, że ci, którzy zrobią w Unii karierę, zamiast wracać, wybiorą wygodne życie za granicą".

          W Polsce mimo wysokiego bezrobocia zaczyna brakować niektórych specjalistów, głównie tych, którzy masowo emigrują: od budowlańców po anestezjologów. Zdaniem naukowców są to pierwsze negatywne skutki emigracji zarobkowej. Dzieje się tak, ponieważ Polacy przez migrację zaspokajają innego rodzaju aspiracje. Wybierają wyjazd, by stworzyć sobie warunki życia. Chodzi im o zarobek, a nie o karierę. Uważają, że nie mają wyboru między pracą w Polsce a pracą za granicą. Wyjeżdżają, by w ogóle mieć jakąś pracę. Co zrobić by w Polsce zaczęło być lepiej? Znany polski reżyser Krzysztof Krauze podaje gotową receptę: "Zacznijmy naprawiać Polskę od siebie samych. Pomajstrujmy przy swoich charakterach. To i owo trzeba dokręcić, ale więcej odkręcić. Możemy zrobić to zaraz. Tu i teraz. Nie potrzebujemy na to niczyjej zgody, żadnych ustaw, nakładów". / Dziennik, 24.11.2006, Krzysztof Krauze, reżyser "Narodowa wada wzroku" /. Tymczasem swoje rynki pracy dla Polaków otworzyły inne kraje, mianowicie: Hiszpania, Portugalia, Finlandia i Islandia. 250 tys. miejsc pracy w gastronomii, hotelarstwie, spedycji i budownictwie udostępnia Francja. Także Grecy i Włosi zdecydowali się przyjąć wielu pracowników z naszego kraju. Zapowiedzi co do ułatwienia wejścia na rynek pracy potwierdzili także Belgowie i Luksemburczycy.

          Fala wyjazdów nie opada. Przeciwnie ci, którzy wyjechali, sprowadzają kolegów, rodziny, współpracowników. Dlatego rodzą się też obawy: czy to już tzw. drenaż mózgów czyli ucieczki z nowych państw UE najbardziej wartościowych pracowników? Bardzo wiele osób już w tej chwili jest w stanie znaleźć pracę za granicą, także w tych krajach, których rynki są właściwie dla Polaków zamknięte. Osoby młode, dobrze wykształcone, znające obce języki mogą skutecznie szukać pracy we wszystkich krajach na świecie, a pracodawcom, jak i rządowi, zależeć powinno na tym, aby, nawet jeśli wyjadą, chciały do Polski wrócić. "Główne kierunki emigracji to Niemcy i Wielka Brytania. Migracji natomiast: mazowieckie, wielkopolskie i pomorskie. Z Wielkopolski za granicę w ciągu ostatnich kilku lat mogło wyjechać nawet ponad 50 000 osób. Od 2001 roku Zachodniopomorskie opuściło ponad 86 000 osób" - wynika z badania międzynarodowej organizacji studenckiej AIESEC.

          Czy wyjazd tych najzdolniejszych ludzi to dla Polski strata?
Optymiści piszą, że to raczej potencjalny zysk w perspektywie długoterminowej. Jeśli w Polsce pojawi się popyt na osoby o tak wysokich kwalifikacjach, to one wrócą. Nawet jeśli wróci co dziesiąta, będzie to dla naszego kraju ogromny zysk. Za przykład można podać Irlandię. Tam, gdy rozpoczął się rozwój, zaczęły się powroty Irlandczyków z USA, którzy przywieźli ze sobą umiejętności i w znacznym stopniu przyczynili się do rozwoju nowoczesnych sektorów, dlatego wierzą, że wyjazdy te mogą być dla naszego kraju szansą.

          Podkreśla się, że od zachodniej Europy możemy się jeszcze wiele nauczyć: używania nowych technologii, kultury pracy, działania w społeczeństwie obywatelskim, bo gdy "emigranci trzeciej generacji" zaczną wracać do Polski, zmienią ją na lepsze. "Najwięcej obywateli nowych państw członkowskich, w tym Polaków, udało się do Wielkiej Brytanii i Irlandii. Jeżeli jednak porównamy wielkość brytyjskiego i irlandzkiego rynku pracy, musimy stwierdzić, że to właśnie Irlandia stała się najbardziej pożądanym kierunkiem imigracji i to w jej przypadku efekty napływu są najbardziej wyraźny", pisze Danuta Hubner / Gazeta Wyborcza, 21-06-2006 /.

          Według danych biur karier funkcjonujących na wielu polskich uczelniach już w roku 2002 pracy nie mogło znaleźć większość absolwentów kierunków pedagogicznych i bankowości, a także wielu inżynierów, informatyków i ekonomistów. "Jeszcze cztery lata temu na stu bezrobotnych tylko dwóch miało wyższe wykształcenie, obecnie - siedmiu", donosi tygodnik Wprost / Wprost, Nr 1006 (10 marca 2002) "Ucieczka w przyszłość"/.

          Zdaniem studentów polski rynek pracy jest trudny, a oferta edukacyjna uczelni nie jest dostosowana do jego wymagań. Trudności młodzi ludzie dostrzegają przede wszystkim w zbyt niskich zarobkach. Uznają ponadto, że znalezienie interesującej pracy jest możliwe tylko poprzez znajomości. Dlatego też blisko 60 proc. studentów deklaruje, że zamierza opuścić Polskę w poszukiwaniu pracy. Jak pisze tygodnik Cooltura: "Można ich właściwie podzielić na dwie grupy: z jednej strony młodzi, dobrze wyedukowani, z niezłymi kwalifikacjami zawodowymi i znajomością języków obcych szukający swoich szans na prawdziwą karierę, z drugiej strony ci bez pracy lub bardzo kiepsko wynagradzani, nie widzący szans na godne życie i zmianę swojego losu w kraju nad Wisłą. Dla jednych i drugich, choć kierują nimi różne motywy, rozwiązaniem jest wyjazd i szukanie szczęścia za granicą" / Cooltura, (2006-06-19) /.

          Od jakiegoś czasu o powrót do kraju walczą duże miasta polskie, w tym Wrocław: "Ci, którzy wyjechali, nie wierzą w przyszłość w Polsce. Ale u nas jest inaczej. W ciągu kilku lat będzie ok. 100 tys. miejsc pracy. Również jakość życia będzie wyższa w następnych latach - zapewniał prezydent Wrocławia". / Metro, 11 grudnia 2006 "Wrocław wita emigrantów" /. Inicjatywa jaką podjęła stolica Dolnego Śląska działając nie tylko w Polsce, bo również w Londynie, już przynosi efekty. Dowodem na to są maile przesyłane do pracowników agencji, którzy rekrutują na stanowiska pracownicze w Polsce. Świadczyć to może tylko o jednym: większość, która wyjechała za granicę chce wracać, może faktycznie to tylko kwestia czasu?

          Polacy zyskują coraz lepszą opinię za granicą. Są uważani za lojalnych i solidnych. Mimo powtarzających się rozmaitych stereotypów o Polakach, zyskujemy coraz większe zaufanie wśród cudzoziemców, dysponujemy ogromną wiedzą i wrodzonym sprytem. Coraz częściej zastanawiamy się dlaczego ma miejsce takie zjawisko jak masowe wyjazdy za granicę. Zastanawiamy się co robimy źle, gdzie istnieje przyczyna takiego wydarzenia, którego jesteśmy świadkami. Większość ludzi wyjeżdża w celach zarobkowych, nie dla wszystkich jednak wyjazd za granicę to jedyna możliwość inwestowania w przyszłość. Wciąż zapominamy, że to co dla jednych jest złe, dla innych potrafi być nadzieją na budowanie własnego miejsca na ziemi, sukcesu zawodowego i osobistego, nie koniecznie za granicą, ale także w Polsce. Polacy są pracowici i przedsiębiorczy. To właśnie cenią w nas obcokrajowcy i właśnie dlatego, jak podaje tygodnik Wprost: "obecnie połowa badanych wyjechałaby jedynie na jakiś czas" / Wprost, Nr 906 (09 kwietnia 2000), "Wielki powrót" /, po to, by uzupełnić wykształcenie, poznać język lub zarobić na pierwszą w życiu inwestycję, dlatego obywatele RP nie kupują już biletów w jedną stronę. Miejmy nadzieję, że niedługo się o tym przekonamy.

Iga Kaszkur

Polskie Stowarzyszenie Zarządzania Kadrami

Czytaj też o emigracji historycznie

 
skontaktuj się z nami
Agnieszka Szefler
Dyrektor kampanii
Tel. 600 331 312
agnieszka.szefler@pszk.org.pl
 
Agnieszka Krawczyńska
Koordynator kampanii
Tel. (022) 890 02 48
agnieszka.krawczynska@pszk.org.pl

patroni medialni

uczelnie patronackie